Kobieta i nieruchomości

Pośrednik w obrocie nieruchomościami, kobieta aktywna, marzycielka. Współorganizuje spotkania branżowe, promuje współpracę między biurami, słucha ludzi, wywołuje dyskusje, wyciąga wnioski... i opisuje.

Kto płaci pośrednikowi? Krótka instrukcja obsługi agenta nieruchomości

Basia ChalińskaBasia Chalińska

Sytuacja z ostatnich tygodni. Do biura dzwoni Pan Kazimierz „- Dostałem Pani numer telefonu z polecenia. Mam mieszkanie do wynajęcia, sam nie jestem z Poznania – mogę przyjechać jak już będzie nowy najemca i umowa. Teraz tam jeszcze ktoś mieszka, więc udostępni Pani mieszkanie do pokazywania.”

Więc ja – pośrednik – wysyłam umowę pośrednictwa dzwoniącemu, ustalam wynagrodzenie, na co mój przesympatyczny rozmówca pyta „-A dlaczego wynagrodzenie biura przerzuca Pani na mnie? Do tej pory jak wynajmowałem, to pośrednikowi płacili poszukujący!”

No właśnie… jak to jest?

Pan Kazimierz był zaskoczony moim podejściem. Ma mieszkanie w fajnej lokalizacji. Chce dać pośrednikowi zarobić – od poszukującego – niby zamiar dobry, ale jakie tego konsekwencje?

Rozłóżmy to na czynniki pierwsze.

Czym jest proste niby znalezienie najemcy dla Pana Kazimierza? Nie chce jeździć do Poznania, gdzie jest mieszkanie – bo ma kawał drogi – a musiałby przygotować mieszkanie do zdjęć, zrobić te zdjęcia, tak, żeby przyciągały oko, opracować ofertę, zainwestować swój czas i pieniądze w umieszczeniu jej w miejscach, gdzie poszukujący mieliby szansę na nią trafić. Ale gdzie najlepiej? Opcji jest sporo. Wrzucić ofertę to jedno, wyróżnić – kolejny budżet. Do tego jaka jest skuteczność poszczególnych kanałów? To w końcu najem – tu się liczy każdy miesiąc, a nawet każdy tydzień, bo lokal bez najemcy to brak przychodu a opłaty trzeba robić. Jak już się uda, że ktoś dzwoni zaczynają się przyjazdy do mieszkania – trzeba je przecież pokazać zainteresowanym – jednemu pasuje sobota, drugiemu tylko popołudnia, trzeci jest w Poznaniu tylko w środę rano. Potem trzeba edytować treść umowy najmu z takim delikwentem – trochę z netu, trochę na czuja, trochę zapisów z umowy najmu sąsiada. Czy zgodnie z prawem? Zawsze jest nadzieja, że ten, kto się wprowadzi, nie zna przepisów. Na koniec protokół zdawczo-odbiorczy – i gotowe.

Więc po co robić to samemu – skoro pośrednik może to zrobić za właściciela.

Może – tylko, nie ma się co dziwić, że będzie oczekiwał wynagrodzenia za to, że zrobi to dobrze, zainwestuje swoje środki w promocję, odciąży właściciela z wycieczek na prezentacje, podpowie czy zapisy umowy są bezpieczne czy czasem nie zakładamy sobie pętli na szyję podpisując umowę niezgodną z ustawą o ochronie praw lokatorów a może kwoty w umowie mamy zapisane w taki sposób, że nam urząd skarbowy położy łapę na większej kasie niż się spodziewaliśmy. Więc skoro wiemy, że angażujemy człowieka, żeby nam było łatwiej i bezpieczniej dlaczego oczekujemy, że zapłaci mu ktoś trzeci?

Przyczepię się tego najmu – to bardzo dobry przykład, gdy Klientowi zależy na czasie – im szybciej mieszkanie będzie miało nowego lokatora – tym szybciej na konto właściciela będzie wpływała kasa. Czego więcej poza wymienioną listą czynności może oczekiwać Wynajmujący – zlecający poszukiwania nowego lokatora pośrednikowi? Otóż współpracy z innymi biurami!

Współpraca pośredników z innych biur – kluczowy aspekt w przyspieszeniu swojej transakcji. Na czym to polega?

Mamy Pana Rafała, właściciela mieszkania, który uparcie chce żeby pośrednik wykonał dla niego szereg wymienionych wyżej czynności, za które zapłacić sam nie chce – „Pan sobie weźmie od najemcy”. Załóżmy że trafia na początkującego agenta – Tomka, który łapie, co mu w ręce wpadnie, potulnie kiwa głową i ogłasza mieszkanie Rafała.

Jest też Monika – manager w koncernie, którą firma ściąga na kontrakt 3 letni do nowego miasta. Firma będzie wynajmować dla niej mieszkanie, płaci ze swojej puli, Monika będzie spędzać w nim 4 dni w tygodniu, a właściwie 4 wieczory, bo od rana do nocy w biurze, na weekendy wraca do rodziny. Lokatorka – cud, miód, malina. Będzie płacić i prawie nie mieszkać i  to przez 3 lata. Marzenie takich właścicieli jak Rafał. Teraz pytanie jak firma Moniki szuka dla niej mieszkania? Sama nie chce na to tracić czasu – zleca poszukiwania zaufanej agencji nieruchomości, w której pracuje Kasia – pośredniczka – to ona zakasze rękawy i przeczesze rynek w poszukiwaniu mieszkania dla Moniki. Kasia wyszuka ofertę, sprawdzi właściciela, wysokość opłat, dopilnuje, żeby nie było przeszkód w najmie. Pomoże w negocjacjach.

Rafał – właściciel mieszkania, które spodobało by się Monice, dumny ze swojego sprytu, że sam nic nie musi robić, bo naiwny Tomek przyprowadzi mu lokatora i to za free, czeka na efekty. Marzy mu się „lokator – manager” czyli jedna osoba, która miałaby tam mieszkać – najlepiej kobieta, bo zadba, fajnie gdyby umowa na firmę, im dłużej tym lepiej.

Kasia reprezentująca swojego Klienta – korporację Moniki – znajduje ogłoszenie Tomka.
„- Dzień dobry. Mam Klienta na Pana ofertę. Jedna osoba, pani manager, na 3 lata. Za tydzień przyjeżdża do miasta – jest gotowa wprowadzić się od zaraz.
– Sorry – odpowiada Tomek – przy tej ofercie nie współpracuję.”
Tomek nie pokaże mieszkania Monice. Dlaczego? Właściciel postawił go w takiej sytuacji, że ten musi mieć wynagrodzenie za strony poszukującego. Co właściciel w takie sytuacji usłyszy od swojego agenta po jakimś czasie gdy ten zapyta:
„- Panie Tomku coś nie idzie… Co jest?
– Panie Rafale, nie ma zainteresowanych, więc albo się Pan zgodził na tę rodzinę z dziećmi i psem, która dzwoniła 3 tygodnie temu albo trzeba obniżyć cenę.”
O Monice i jej firmie i umowie na 3 lata od zaraz – Rafał się nie dowie.

Koniec bajki.

Wracamy zatem do pytania „kto płaci pośrednikowi?”. Odpowiedź jest prosta – ten, kto zleca robotę.

Gdyby Rafał zlecając Tomkowi wszystkie działania ustalił z nim wynagrodzenie – już bez kiwnięcia palcem miałby umowę z koncernem na 3 lata i spokój święty. Ktoś może się oburzyć – „zwykły najem a dwóch pośredników kasuje swojego Klienta!”. Tak, bo dwóch pośredników wykonuje kawał dobrej roboty dla swojego Klienta. Jeden – bo staje na głowie, żeby przyprowadzić nowego lokatora podczas gdy właściciel przyjeżdża tylko z długopisem na umowę, drugi – bo spędził kilka dni w sieci na poszukiwaniach, kolejnych kilka na telefonie i na prezentacjach, przeanalizował dokumenty, negocjował – a jego Klient – tu firma Moniki – dostała gotowe rozwiązanie na tacy.

Jaki morał z tej bajki? Wynagradzaj – gdy zlecasz, wymagaj – gdy płacisz, i nie udawaj, że zrobisz wszystko, gdy zgadzasz się zrobić to za darmo.

Ps. Pan Kazimierz z mojej historii dał się przekonać do mojego systemu obsługi Klienta, zawarł umowę, zgodził się (czego wcześniej nie robił) na wynagrodzenie i… po kilku dniach miał nowego lokatora z czynszem najmu – wyższym niż kiedykolwiek – bo wcześniej nikt mu nie powiedział, że jego oferta jest więcej warta.

Pośrednik w obrocie nieruchomościami, kobieta aktywna, marzycielka. Współorganizuje spotkania branżowe, promuje współpracę między biurami, słucha ludzi, wywołuje dyskusje, wyciąga wnioski... i opisuje.

Komentarze 9
  • Blanka
    Opublikowano dnia

    Blanka Blanka

    Odpowiedz Autor

    no i własnie tak powinno być. Nie pracuję inaczej. Nie biorę oferty po to by płacila mi druga strona i absolutnie nie rozumiem idei przyjmowania takich ofert – to jest brak szacunku dla siebie.


  • Helena
    Opublikowano dnia

    Helena Helena

    Odpowiedz Autor

    Chytry dwa razy traci. Szczera prawda. Tak to w życiu wychodzi jak Pani opisała.


  • Hanna
    Opublikowano dnia

    Hanna Hanna

    Odpowiedz Autor

    Cudna opowiastka, ale to raczej posmarowana miodem z dwóch stron kromeczka zgniłego w środeczku chleba 🙂 Bo jak można tak bezkrytycznie podchodzić do tematu, gdy aktualnie pośrednikiem może zostać osoba po podstawówce, bez wiedzy i doświadczenia… o jakim „podpowie czy zapisy umowy są bezpieczne” szanowna Pani pisze?! Przecież biur pośrednictwa napowstawało jak grzybów po deszczu, a osób z wiedzą prawniczą w tych biurach jest jak na lekarstwo. Także uważam, że za wykonaną dobrze pracę należy się zapłata, ale Pani obraz pośrednika jest tak przesłodzony, że aż mdli. Dodatkowo nazywanie potencjalnego Klienta „delikwentem” jest co najmniej niedelikatne, mając na uwadze pierwotne znaczenie tego słowa (SJP: człowiek sądzony za przestępstwo). Pozdrawiam, Hanna Sepniewicz-Groń, emerytowany adwokat


  • Karolina
    Opublikowano dnia

    Karolina Karolina

    Odpowiedz Autor

    No wlasnie, jesli placi ten kto zleca robote to z jakiego tytulu kupujacy placi prowizje dla posrednika skoro to on kupuje?!


  • BJ
    Opublikowano dnia

    BJ BJ

    Odpowiedz Autor

    No właśnie. Przyłączam się do prania poprzedniczki.


  • BJ
    Opublikowano dnia

    BJ BJ

    Odpowiedz Autor

    „Pytania” oczywiście. Ach ten T9


  • Basia Chalińska
    Opublikowano dnia

    Basia Chalińska Basia Chalińska

    Odpowiedz Autor

    Swoje wpisy buduję na bazie przypadków z mojego doświadczenia. W zdecydowanej większości inspiracją są przeprowadzone z ludźmi rozmowy – stąd opis „z życia wzięte” jest jak najbardziej na miejscu. Moja historia o tym kto płaci – pokazuje 2 przypadki obsługi Klienta przez pośrednika. Pierwszy – obsługa wynajmującego – dla którego pośrednik wykonuje szereg czynności i drugi – obsługa najemcy, dla którego pośrednik aktywnie szuka nieruchomości na rynku. W obu przypadkach pośrednik ma co robić.

    Co do uwagi o standardzie wykonywanej pracy – tak już jest, że w każdym sektorze usług standard zawsze może być różny w zależności od tego do kogo się trafi. Jeden nauczyciel, lekarz, prawnik jest gorszy, drugi lepszy i naszym zadaniem, gdy potrzebujemy skorzystać z konkretnej usługi, jest poszukać takiego, który będzie dla nas najlepszy. Ale gdy od jednego fryzjera wyjdę niezadowolona, nie oznacza to wcale, że o wszystkich fryzjerach będę mówić, że są kiepscy 😉

    A odnosząc się do pytania o to, dlaczego kupujący płaci – mogę odpowiedzieć za siebie jako pośrednika. Przyjmując ofertę sprzedaży czy najmu nieruchomości zawsze z założenia obsługuję jedną stronę transakcji. Czyli jeśli poszukujący kupuje nieruchomości z mojej oferty i ja dla niego nie wykonuję żadnych czynności i nie zawieramy umowy – to nic nie płaci. Jeśli natomiast zwraca się do mnie ze zleceniem znalezienia nieruchomości, którą docelową kupi i ja go prowadzę przez cały proces – umowę zawieramy zanim zacznę cokolwiek dla tej osoby robić i tam ustalamy warunki mojej pracy. Dlatego też w podsumowaniu tekstu świadomie wpisałam „płacisz – wymagaj”. Sama zawsze lubię wiedzieć za co mam zapłacić – jak nie wiem, to pytam 🙂


    • Agata
      Opublikowano dnia

      Agata Agata

      Odpowiedz Autor

      Niestety jest Pani wyjątkiem. Obecnie sama poszukuję nieruchomości i spotykam się ze stanowiskiem, że oferta, którą jestem zainteresowana, nie zostanie mi pokazana, jeśli i ja – potencjalny kupujący – nie zawrę umowy pośrednictwa. Budzi to mój opór – wkurzam się po prostu. I to nie tylko jako kupujący, wkurzam się też niejako w imieniu sprzedającego 🙂
      Po pierwsze nie rozumiem, dlaczego mam płacić prowizję, skoro ja temu konkretnemu pośrednikowi nic nie zlecałam. Oczywiście zawsze słyszę argument, że przecież pośrednik sprawdzi stan prawny nieruchomości i pomoże przy formalnościach, ale 1. akurat w moim przypadku to niepotrzebne – sama sobie świetnie poradzę, 2. to wymaga zaufania do konkretnego pośrednika, a jak mam zaufać komuś, kogo nie znam, kogo wybrała osoba o sprzecznych interesach.
      Zupełnie inną sytuacją byłoby, gdybym przyszła do biura, usiadła w fotelu i powiedziała: Ja tu będę piła kawkę, a wy szukajcie.
      Odmawianie pokazania nieruchomości „nieklientowi” pośrednika jest też moim zdaniem działaniem na szkodę klienta – sprzedającego. Jeśli nie obejrzę nieruchomości, to tym bardziej jej przecież nie kupię, prawda?
      Pośrednicy, z którymi rozmawiam, są zdziwieni moim stanowiskiem. Dlaczego?
      Pozdrawiam,
      Agata


  • Paweł Dzida
    Opublikowano dnia

    Paweł Dzida Paweł Dzida

    Odpowiedz Autor

    Bardzo często słyszymy to we Wrocławiu. Są biura, które biorą wszystko, jednocześnie przyzwyczajając klientów do takiego modelu współpracy. Nie jestem zwolennikiem rozliczenia, o którym mowa powyżej, tak samo jak nie lubię rozliczenia dwustronnego. Kupujący i sprzedający to dwie przeciwne strony transakcji, nie można jednocześnie działać w imieniu jednego i drugiego. Sporo osób argumentuje dwustronne rozliczenie bezpieczeństwem przeprowadzenia transakcji. To co, jak zapłaci jedna strona, to będzie niebezpiecznie?


Skomentuj Helena
Anuluj komentarz